Amber Gold – afera ku przestrodze

Obserwując w ostatnich dniach aferę związaną z Amber Gold, możemy w przyśpieszonym tempie nauczyć się wielu pożytecznych rzeczy o funkcjonowaniu sektora finansowego. Sprawa ta jest doskonałym przykładem na to, że oferty marzeń zazwyczaj nie kończą się dobrze, a w podejmowaniu decyzji nikt i nic nie zastąpi inwestorom indywidualnego rozsądku. Ponieważ Amber Gold nie jest ani pierwszym, ani ostatnim parabankiem na rynku, a na mechanizm piramidy finansowej co i rusz próbują nabrać klientów kolejne instytucje, warto pamiętać, że miraż zysków nie może przesłonić nam reszty świata.

 

 

Czym są parabanki?

 

Parabanki to instytucje finansowe, które nie będąc bankami, świadczą jednak niektóre z ich usług, np. przyjmują lokaty, udzielają pożyczek itd. Ponieważ, jak sama nazwa wskazuje, nie są one jednak bankami, nie podlegają restrykcyjnym regulacjom i kontrolom. Z tego powodu zazwyczaj łatwiej uzyskać w nich na przykład pożyczkę, ale ryzyko z tym związane parabanki rekompensują sobie chociażby bardzo wysokimi ratami (tak działają na przykład firmy oferujące tzw. chwilówki, czyli „kredyty bez BIK-u”).

 

Wspomniany Amber Gold był parabankiem, nie oznacza to jednak, że wszystkie tego typu instytucje kończą swoją działalność tak spektakularnym skandalem. Działalność parabankową prowadzą chociażby sklepy oferujące sprzedaż ratalną swoim klientom, a więc zupełnie normalne i uczciwe instytucje.

 

Piramida finansowana

 

Mechanizm oszustwa, jakim jest w istocie piramida finansowa, jest dość stary, jedną z pierwszych i słynniejszych zawiązano jeszcze w drugiej połowie XIX w. we Francji. Od tego czasu sposób działania zmienił się niewiele – piramida finansowa zbiera pieniądze od klientów, łudząc ich mirażem wielkich zysków, w istocie zaś zebrane już fundusze nie są inwestowane w nic realnego poza reklamą i uwiarygadnianiem swojego biznesu w oczach społeczeństwa. Pieniądze nowych klientów służą do wypłacania pieniędzy klientom wcześniejszym, a w międzyczasie znaczne fundusze wyprowadzane są poza firmę. Na takiej samej zasadzie działało wspomniana francuska spółka sprzed ponad stu lat, łudząc zyskami z budowy Kanału Panamskiego, gdy w istocie nie wykopano tam ani jednego rowu, i na tej samej zasadzie działało też Amber Gold, obiecując zyski z ulokowanych w złocie lokat oprocentowanych na 14%.

 

Jak nie dać się oszukać?

 

Dziś poszkodowani w aferze Amber Gold zgłaszają swoje pretensje do państwa o brak nadzoru nad firmą. Mają oni jednak tylko częściową słuszność. Oczywiście, człowiek z tyloma wyrokami w zawieszeniu na koncie, ile miał ich Marcin Plichta, nie powinien uzyskać zgody na prowadzenie takiej działalności. Niemniej Komisja Nadzoru Finansowego ostrzegała przed Amber Gold już w 2009 r., należałoby więc zapoznać się z jej komunikatami, zwłaszcza gdy chcemy komuś powierzyć znaczne sumy pieniędzy (a byli klienci wspomnianej firmy mówią nawet o 80 tys. zł). Należałoby też zdawać sobie sprawę, że złożonych w parabanku pieniędzy nie zabezpiecza Bankowy Fundusz Gwarancyjny, jak to ma miejsce w przypadku banków, a obietnice lokat oprocentowanych na 14%, gdy średnio na rynku oferuje się rentowność na poziomie 6%, są kompletnie nierealne. W związku z tym powierzając swoje, często niemałe, pieniądze takiej firmie sami ryzykujemy i równie dobrze moglibyśmy się udać z tą gotówką do kasyna.